Zawsze marzyłem o tym, żeby po ciężkim dniu wskoczyć do bąbelków z czymś zimnym do picia, ale ceny stacjonarnych wanien SPA (tych akrylowych) zwalają z nóg – 15, 20 tysięcy złotych to standard. Wtedy odkryłem jacuzzi dmuchane. Kosztuje ułamek tej ceny (często poniżej 2000 zł), a obiecuje ten sam relaks. Gdzie jest haczyk? Czy to się w ogóle opłaca? Jako Oszczędny Olek, wziąłem kalkulator w dłoń i sprawdziłem to dla Was. Bo wiecie, tanie mięso to psy jedzą, ale czasem można trafić na prawdziwą okazję.

Cena zakupu to dopiero początek

Dmuchane SPA kupisz już za 1500-2000 zł. W zestawie masz wszystko: nieckę, pompę z podgrzewaczem, pokrywę. To brzmi super. Montaż? Banalny, sam nadmuchasz to w 15 minut (pompa robi to za Ciebie). Nie potrzebujesz dźwigu ani ekipy budowlanej. Tutaj oszczędność jest gigantyczna w porównaniu do stałego jacuzzi. Ale uwaga – to "dmuchaniec". Jest zrobiony z grubego, wzmocnionego PVC, ale to nadal tworzywo. Żywotność takiego sprzętu to realnie 3-5 sezonów, podczas gdy akrylowe stoi 20 lat. Coś za coś.

Warto przeczytać:Odkryj, jak baseny i rekreacja ogrodowa przekształcają Twój dom w luksusowy kurort

Ile prądu "zjada" dmuchane jacuzzi?

I tu dochodzimy do sedna. Grzałka w takim jacuzzi ma zazwyczaj 2000W. Żeby nagrzać 800-1000 litrów wody z kranu (15 stopni) do przyjemnych 35-38 stopni, potrzeba około 24-36 godzin ciągłego grzania (zależnie od temperatury na zewnątrz). To oznacza zużycie rzędu 50-70 kWh na start! Przy obecnych cenach prądu to spory wydatek. Utrzymanie temperatury też kosztuje, bo izolacja w dmuchanym basenie jest gorsza niż w piankowanym akrylu. Mój trik na oszczędność: Postaw jacuzzi na styropianie (izolacja od dołu) i zawsze, ale to zawsze zakrywaj je pokrywą, gdy nie korzystasz. To obniża koszty o połowę!

Koszty chemii i filtrów

Woda w jacuzzi jest ciepła, a to raj dla bakterii. Musisz dbać o chemię bardziej niż w basenie. Koszt chemii (chlor/tlen, antyglon, pH) to około 50-100 zł na sezon. Do tego filtry papierowe – trzeba je czyścić co kilka dni i wymieniać co 2-3 tygodnie. Jeden filtr to ok. 15-20 zł. W sezonie uzbiera się z tego kolejna stówka lub dwie. Warto o tym pamiętać planując budżet.

Komfort użytkowania – czy bąbelki są fajne?

Większość tanich modeli ma system AirJet – czyli bąbelki powietrza. Wtłaczają one chłodne powietrze z zewnątrz do ciepłej wody. Efekt? Masaż jest przyjemny, ale woda szybciej stygnie. Droższe modele mają dysze wodne (HydroJet) – to prawdziwy masaż, ale cena rośnie dwukrotnie. Dla relaksu i zabawy bąbelki powietrzne są wystarczające, ale nie jest to masaż rehabilitacyjny.

Warto przeczytać:Odkryj, czy basen rozporowy to idealny wybór na upalne dni!

Czy to się opłaca?

Jeśli szukasz relaksu na 2-3 miesiące w roku i nie chcesz rujnować budżetu na start – tak, to się opłaca. To świetny test, czy w ogóle lubisz taką formę wypoczynku. Jeśli po 3 latach jacuzzi padnie, kupisz nowe i nadal wydasz mniej niż na stałe. Ale musisz liczyć się z rachunkami za prąd. Używając go mądrze (dobra izolacja, grzanie w taniej taryfie, jeśli masz), koszty są akceptowalne za luksus posiadania prywatnego SPA.